Правда о Катыни
: Главная : : Новости : : Содержание : : Вопросы и ответы : : Форум : : О проекте :


 Поиск 

 Содержание 
Введение
Официальные документы
Версии
Свидетельства
Публикации
Места захоронений

 Партнёры 

Интернет-магазин Делократ.Ру - Правильные идеи по доступным ценам

 Сервис 
Расширенный поиск
Ссылки
Форум

 О сайте 
Сайт http://katyn.ru «Правда о Катыни. Независимое расследование» – является интернет-ресурсом международного проекта «Правда о Катыни», созданного для выяснения истинных обстоятельств одного из самых загадочных и противоречивых эпизодов Второй Мировой войны – Катынского расстрела. Более подробно о целях проекта можно прочитать в разделе сайта «О проекте».
Наш контактный e-mail: info@katyn.ru

В оформлении дизайна сайта использованы фотоматериалы из книги «Amtliches Material zum Massenmord von Katyn» (Berlin, 1943) и фотографии из архива Алексея Памятных.

 Статистика 







 Содержание 
Начало раздела > Свидетельства > Свидетельства граждан Польши

Теофил Рубасиньский, 8 апреля 2010 г.


>В 1941-42 гг. Теофил Рубасиньский (Teofil Rubasiński) работал кузнецом в немецком ремонтном поезде №2005 (Bauzug 2005). С января 1942 г. этот ремонтный поезд дислоцировался в Смоленской области вблизи станции Гнёздово.
В настоящее время в Польше Т.Рубасиньсий считается первооткрывателем катынских могил. По его словам, узнав в марте 1942 г. от местных жителей про могилы польских офицеров в Козьих Горах, он вместе с двумя другими поляками из этого же поезда - Зигфридом Муселяком (Zygfryd Musielak) и Яном Ваховяком (Jan Wachowiak) - решил в ближайший выходной день их найти.

Рубасиньский убежден, что польских офицеров в Катыни расстреляли Советы. Но гораздо важнее субъективного личного мнения Т.Рубасиньского его рассказы о том времени. Поскольку он был современником тех событий, очевидцем и непосредственным участником, то в его рассказах присутствует много важных подробностей.

Наиболее интересная информация из его показаний:

1. Про могилы польских офицеров в Козьих Горах «в нескольких сотнях метров» от Гнёздово полякам из «Bauzug 2005» рассказала жена местного почтальона, полька по национальности, в возрасте примерно 60 лет.
2. Женщина-полька назвала цифру в 3.500 захороненных в том месте расстрелянных польских офицеров.
3. При этом она ничего не сказала про то, кто именно их убил.
4. Беседой поляков с местной жительницей заинтересовался немец, вместе с которым они работали. Велел полякам перевести содержание разговора на немецкий язык, после чего поспешил их успокоить, заявив, что рассказ местной польки - это ерунда и что:  «Ваши офицеры сидят в немецких офлагах и вернутся домой, когда кончится война».
4. В качестве доказательства своей правоты женщина на следующий день принесла полякам фуражку подпоручика пехоты по фамилии Качмарек (Kaczmarek) из Владимира-Волынского.
5. Эту фуражку поляки отдали начальнику поезда немцу Заунеру, который отнес её в штаб немецких железнодорожных войск на станции Гнёздово.
6. Заунер вернулся из Гнёздово с информацией, что на самом деле это Советы возили оттуда заключенных на расстрел в лес.
7. Часть поляков почему-то ему не поверила и из-за этого между поляками даже начались ссоры.
9. Рубасиньский и Ваховяк в ближайший выходной взяли лопаты и кирку и пошли искать трупы.
10. Территория леса была огорожена, но со стороны Гнёздово им удалось войти.
11. На огороженной территории почти сразу наткнулись на четырехугольную насыпь, оказавшуюся братской могилой.
12. В этой могиле на небольшой глубине лежали трупы, но не польские, а в каких-то других мундирах. Рубасиньский и его спутники почему-то пришли к выводу, что там были захоронены румыны, латыши и эстонцы.
13. Вышли из леса обратно и встретили Парфена Киселева, который за сигарету показал им "польскую" могилу, находившуюся на огороженной территории примерно в 800 метрах от "румыно-латышско-эстонской".
14. Показанная Киселевым "польская" могила была больше по площади и тоже возвышалась над окружающей местностью.
15. Земля на "польской" могиле ещё не до конца оттаяла - пришлось воспользоваться киркой.
16. Трупы и здесь лежали вблизи поверхности - буквально через пару ударов киркой наткнулись на тела польского майора и капитана.
17. Рубасиньского удивило, что мундиры и знаки различия на трупах польских офицеров были "в очень хорошем состоянии".

________________________________________________________________________

>

 

To ja odkryłem groby w Katyniu

2010-04-08 21:54:12, aktualizacja: 2010-04-09 06:00:34

 

Kto odnalazł mogiły polskich oficerów w Katyniu? Ciągle mało znany jest fakt, że uczynili to w roku 1942 polscy robotnicy przymusowi, których Niemcy zatrudnili do budowy torów kolejowych. Jednym z ostatnich żyjących z tego grona jest 88-letni Teofil Rubasiński. Oto jego opowieść - spisana przez Sławomira Kmiecika.

 

Nikt nie mógł przypuszczać, w jak dramatycznych czasach przyjdzie mi żyć, kiedy 6 lutego 1922 roku przyszedłem na świat - mówi pan Teofil. - Polska od czterech lat cieszyła się niepodległością i miała za sobą zwycięską wojnę z bolszewikami, więc przyszłość każdy widział w jasnych barwach. Ja, dorastając, też byłem dobrej myśli. Kiedy wybuchła wojna, chcieli naszą załogę ewakuować do Rumunii, ale na szosie koło Lwowa rozproszył nas niemiecki nalot. Dotarłem do Brześcia, gdzie znalazłem kwaterę u pani Nowakowskiej. Ta kobieta miała trzy córki. Dwie były nauczycielkami, a jedna żoną urzędnika pocztowego w Radomiu. Widziałem, jak jedną z tych nauczycielek aresztowało w domu NKWD. Już wtedy mogłem się przekonać, jak postępują Sowieci. Potem dowiedziałem się, że ta zatrzymana kobieta nie przeżyła.

Postanowiłem dostać się z powrotem do domu w Rokietnicy, gdzie mój ojciec był kowalem na kolei. Udało się - pod koniec listopada 1939 roku byłem już w rodzinnych stronach. Niemcy mnie zarejestrowali i zatrudnili przy kopaniu buraków, bo każdy Polak musiał pracować. Tymczasem szykowała się już wojna niemiecko-sowiecka. Na wschód szły transporty wojskowe, które zimą 1940 roku utknęły pod Rokietnicą w zaspach. Żandarmeria chodziła po domach i wyciągała wszystkich nadających się do odśnieżania torów, w tym mnie, mojego ojca i brata.

 

Bauzug nr 2005

Latem 1941 roku, już po ataku Niemiec na ZSRR, zawieziono mnie i paru kolegów do Kobylnicy, gdzie stał pociąg roboczy - Bauzug nr 2005 z Monachium. W jego obsłudze było dziesięciu Niemców, w tym kierownik grupy, inżynier Zauner. Spisali nas, dostaliśmy numery (ja przedostatni nr 41) oraz zakwaterowanie w wagonach. Po paru dniach ruszyliśmy w drogę - przez Toruń, Olsztyn i Grodno dotarliśmy do stacji Mołodeczno pod Mińskiem. Naszym zadaniem było przerabianie zwrotnic, bo sowieckie tory były o dziewięć centymetrów szersze. Kiedy skończyliśmy robotę, wywieźli nas przez Mińsk i Orszę dalej na wschód. Dotarliśmy do stacji Stare Batogi, kilkanaście kilometrów od Smoleńska. Tam w pobliżu było skrzyżowanie szlaków z Witebska na południe oraz z zachodu w kierunku Moskwy. Mieliśmy zrobić łuk kolejowy, żeby dostać się do stacji Gniezdowo. W pobliżu płynął Dniepr, biegła szosa Orsza - Smoleńsk i rozciągał się Las Katyński, gdzie mieścił się wcześniej kurort NKWD z piękną willą. Podczas naszej obecności kwaterowała tam niemiecka kompania łączności, a my robiliśmy wycinkę pod budowę rozjazdu i zwrotnic.

Экипаж ремонтного поезда №2005

 

Polka z czapką oficera

Byłem kowalem i zajmowałem się ostrzeniem narzędzi. Pracowałem z Niemcem, który miał na imię Peter. Wiosną 1942 roku, kiedy zrobiło się ciepło, wynieśliśmy kuźnię polową na zewnątrz, żeby nam nie zadymiała wagonu. Miejscowi ludzie wiedzieli, że jesteśmy Polakami, ale rzadko prosili nas o trochę cukru czy tytoniu. Raczej od nas stronili, ale pewnego dnia podeszła do mnie kobieta - Polka w wieku około sześćdziesięciu lat, która była żoną sowieckiego listonosza. Przywitała się po polsku słowami "dzień dobry" i zapytała, czy wiem, że w lesie kilkaset metrów dalej, na tak zwanych Kozich Górach, leżą w ziemi wymordowani polscy oficerowie. Stwierdziła, że pochowano tam trzy i pół tysiąca żołnierzy, więc w pierwszym odruchu z niej zadrwiłem, bo wydało mi się to nierealne. Ten Niemiec, z którym pracowałem, zainteresował się, co ta kobieta mówi i dlaczego się śmieję. Kiedy wytłumaczyłem, o co chodzi, on też uznał, że to bzdura. - Wasi oficerowie siedzą w niemieckich oflagach i wyjdą do domu, gdy skończy się wojna - orzekł.

Kobieta poszła, ale następnego dnia wróciła z czapką polskiego żołnierza, podporucznika piechoty. Pamiętam, że w środku było wypisane nazwisko Kaczmarek, przydział wojskowy i nazwa miejscowości Włodzimierz na Wołyniu. Podobno ten porucznik wyrzucił swoją czapkę z okrzykiem "Jeszcze Polska nie zginęła", kiedy na stacji Gniezdowo wyprowadzali go z wagonu do kibitki, czyli karetki więziennej mającej zawieźć go na miejsce stracenia. NKWD szukało tej czapki, ale miejscowi ją pierwsi znaleźli i dali Polce, żonie listonosza.

 

Chłop wskazuje grób

Poszliśmy z tą czapką do kierownika Zaunera, a on ją wziął i skontaktował się z wojskowym sztabem kolejowym, który mieścił się w Gniezdowie. Wrócił z informacją, że rzeczywiście Sowieci wozili stamtąd więźniów na rozstrzelanie w lesie. Niektórzy Polacy z naszej załogi za nic nie chcieli w to uwierzyć, bo przed wojną byli bez pracy, żyli w biedzie i uważali ideologię komunistyczną i Związek Sowiecki za wybawienie dla robotników. Wywiązała się nawet między nami kłótnia. W niedzielę mieliśmy wolne, więc z kolegą, który nazywał się Wachowiak, wzięliśmy łopatę i kilof i poszliśmy do lasu szukać zwłok. Teren był ogrodzony, ale od strony Gniezdowa dało się wejść. Trafiliśmy na czworokątny nasyp, który mógł być mogiłą. Na niedużej głębokości znaleźliśmy trupy, ale nie polskie, tylko w jakichś innych mundurach. Potem okazało się, że to byli Rumuni, Łotysze, Estończycy. Wystraszeni wyszliśmy z lasu, a tam kręcił się starszy facet z brodą, miejscowy chłop, który nazywał się Kisielew. Dostał od nas papierosy, więc zapytaliśmy go, czy wie, gdzie leżą polscy oficerowie.

- Zaprowadzę was - powiedział bez wahania. Znowu poszliśmy duktem, ale jakieś osiemset metrów dalej. Tam był już większy plac, też trochę podniesiony. - Tutaj kopcie, jeśli chcecie zobaczyć Polaków - wskazał nam miejsce.

 

Dwa brzozowe krzyże

Ziemia była jeszcze trochę zmarznięta, ale po paru uderzeniach kilofem odkryliśmy ciała dwóch polskich oficerów, majora i kapitana, leżących głowami w dół. To był straszny widok. Mundury i dystynkcje zachowały się jednak w bardzo dobrym stanie. Ten Rosjanin wyprowadził nas z lasu, a my z przejęciem opowiedzieliśmy, co odkryliśmy w lesie.

- Głupstwa wygadujecie - krzywili się ci, którym podobał się komunizm. - Związek Sowiecki zajmuje się tym, by ludzie mieli robotę, a nie mordowaniem - pokrzykiwali.

Poszliśmy do lasu większą grupą i postawiliśmy na odkrytej mogile brzozowy krzyż. Ci, co początkowo nie dowierzali, musieli przyznać nam rację i po tygodniu postawili drugi krzyż. Tymczasem ten miejscowy chłop wziął od nas więcej papierosów i wyjawił, że w lesie leży trzy i pół tysiąca polskich oficerów, czym potwierdził informacje Polki, która przyszła do mnie z czapką oficera.

- Skąd to wiecie? - pytaliśmy zszokowani. - Bo ludzie z kołchozu liczyli strzały - odpowiedział z przekonaniem Kisielew. - Zaczęli liczyć, gdy tylko zorientowali się, że to jakieś wielkie mordowanie. Chłop opowiedział nam, że okoliczni mieszkańcy widzieli, jak polskich jeńców na stacji w Gniezdowie ładowano z wagonów - po sześciu - do więziennych ciężarówek i wieziono do lasu, gdzie były już wykopane doły. Prawdopodobnie niektórzy miejscowi byli nawet wzięci do pomocy przy przygotowaniach do zbrodni, bo na co dzień pracowali jako porządkowi w ośrodku wypoczynkowym NKWD. Kołchoźnik dodał, że zakopanych w lesie może być znacznie więcej, gdyż nie wszyscy polscy oficerowie byli zabijani na miejscu. Mordowano ich najpewniej w siedzibie NKWD w Smoleńsku. Dotarła do nas straszna prawda. Niemcy też zresztą to omawiali. Zebrali nas i tłumaczyli, co i jak Sowieci zrobili z polskimi oficerami w katyńskim lesie, choć do publicznej wiadomości podali to przez radio dopiero rok później, w kwietniu 1943 roku.

Tymczasem prace przy budowie rozjazdu dobiegły końca. Nasz Bauzug nr 2005 miał jechać dalej. Wtedy w czwórkę ustaliliśmy, że uciekniemy. Udało się. Ukrywałem się przez całą okupację. Byłem w AK, miałem pseudonimy Grab i Dąb, trzy razy zmieniałem nazwisko. Ocalałem...

Теофил Рубасиньский. Фото 2010 г.

 

Post scriptum

- W PRL o moim odkryciu w Katyniu oficjalnie nie mogłem mówić - przyznaje Teofil Rubasiński. - Kiedy przyszedł przełom ustrojowy, napisałem do prezydenta RFN, żeby dostać poświadczenie, że byłem pierwszym świadkiem. Dostałem odpowiednie pismo. W 1992 roku relację przekazałem zastępcy prokuratora generalnego RP Stefanowi Śnieżko. Przysłał mi podziękowanie za materiały, które - jak napisał - potwierdzają znalezienie przeze mnie i kolegów z niemieckiego pociągu budowlanego pierwszych śladów zbrodni katyńskiej w 1942 roku. Wyraził nadzieję, że będzie to istotny dowód w śledztwie i cenna pomoc dla historyków.

http://www.polskatimes.pl/stronaglowna/242209,to-ja-odkrylem-groby-w-katyniu,id,t.html

 

__________________________________________________________________________

 

Polskie ekshumacje

W 1942 roku poznaniak Teofil Dolata jest robotnikiem w kuźni pociągu remontowo - kolejowego „Bauzug 2005”. Ruszyli w ślad za niemiecką ofensywą rok wcześniej, a od stycznia 1942 stoją na bocznicy w Gniezdowie pod Smoleńskiem. Któregoś dnia przechodząca obok robotników kobieta zagaduje po polsku i tak Dolata dowiaduje się o pochowaniu w lesie zamordowanych polskich oficerów. Ściąga do pomocy dwóch kolegów Jana Wachowiaka i Zygfryda Musielaka, bez skutku kopią w różnych częściach lasu. Zapytany o groby mieszkaniec jednej z chałup prowadzi we właściwe miejsce. Znowu idą w ruch łopaty.
Załoga pociągu remontowego nr 2005; to oni jako pierwsi już w 1942 roku odnaleźli miejsce śmierci polskich oficerów w Katyniu.
Załoga pociągu remontowego nr 2005;
to oni jako pierwsi już w 1942 roku odnaleźli miejsce śmierci polskich oficerów w Katyniu.

 

„Wykopaliśmy zwłoki majora i kapitana -wspomina Teofil Dolata.* - Widok makabryczny. Twarze nie do rozpoznania, z jednej głowy właściwie nic nie zostało tylko bezkształtna masa, takie jakby przedłużenie szyi. Ręce ofiar związane na plecach..

Milczymy. nie wiadomo, co powiedzieć, bo żadne słowo nie odda naszych myśli i tego, co czuje człowiek, gdy widzi s w o i c h tak bestialsko pomordowanych. Przeklinać oprawców ? Ale które wybrać obelgi, aby oddały nasza wściekłość i nienawiść... Nie potrafię powiedzieć, dlaczego żaden z nas nie zapłakał.

Do dzisiaj pamiętam ciszę, w której zakopywaliśmy ciała z powrotem i układaliśmy darń na wierzchu mogiły[...] Wracamy do Bauzugu. Koledzy do nas z pytaniami, po twarzach wyczuli, żeśmy wykryli jakąś tajemnicę. Na drugi dzień, w niedziele, zwerbowaliśmy kilku kolegów i znowu ruszamy do lasu. Nie odkopywaliśmy już mogił, bo i po co, ale postawiliśmy krzyż brzozowy. Inne były od tego dnia dyskusje w pociągu, a ci najbardziej uparci za tydzień poszli, żeby na mogile drugi krzyż postawić

I tak w kwietniu 1942 stanęły w katyńskim lesie dwa krzyże...”

Teofil .R. *

 

Mój teść stawiał tam krzyż...

Składając relację w l989 roku Teofil Dolata nie jest jeszcze zdecydowany na ujawnienie swojego aktualnego nazwiska: Rubasiński.

- Nazwisko zmieniłem po ucieczce ze zbombardowanego pociągu – mówi na pożegnanie i prosi, aby w książce podpisać go jako Teofila R.

Relacja, która nagraliśmy w poznańskim mieszkaniu pana Teofila jest tak ważna – a równocześnie bulwersująca - że postanawiamy ją sprawdzić, aby nie popełnić błędu przed włączeniem do książki. .Po dłuższych poszukiwaniach udaje się ustalić adres Zygfryda Musielaka, który – jak zapamięta Rubasiński – towarzyszył mu w czasie ujawniania tajemnicy lasu katyńskiego. Pan Zygfryd niestety nie żyje, ale na pytania decyduje się odpowiedzieć jego zięć - Jan Bronicki.

„Po raz pierwszy teść już w 1945 roku opowiadał mi o swoim pobycie w pociągu 2005 – wspomina w bardzo obszernym liście. - Dopiero z początkiem lat 60.ujawnił, że w 1942 roku dwukrotnie chodził z kolegami do lasu katyńskiego, aby odkopywać zwłoki polskich oficerów. Byli z nim: Józef Boruszak, Marcin Karmoliński, Stanisław Paczkowski, Teofil Dolata, obecnie Rubasiński, Tadeusz Oksiak, Franciszek Grodzki oraz Maciaszek czy Maciaszczyk. Jeszcze ktoś z nimi był, ale nazwiska zapomniałem. Po zakryciu zwłok postawili na mogile drewniany krzyż. Postawione krzyż miał wskazywać miejsce mordu na polskich oficerach.

Od teścia słyszałem też, że o zamordowanych oficerach robotnicy z Bauzugu dowiedzieli się od starszego Rosjanina ( bardzo wystraszonego ), zamieszkałego przy stacji Gniezdowo, którego domek usytuowany był przy drodze prowadzącej ze Smoleńska do Mińsk [...].

15 sierpnia 1943 Bauzug 2005 został zbombardowany, wielu polskich robotników zostało zabitych....”

Jan Bronicki

-------------

* Fragment relacji z książki Stanisława M. Jankowskiego i Edwarda Miszczaka „Powrót do Katynia”, Rzeszów 1990.

http://www.pamietamkatyn1940.pl/203.xml


Дата: Четверг, 15 Апрель 2010
Прочитана: 6636 раз

Распечатать Распечатать    Переслать Переслать    В избранное В избранное

Вернуться назад